pierwszego odkladalam do lozeczka, troche wbrew sobie troche dla bezpieczenstwa, bo chodzi spac po 7, ale o 23-24 juz byl w naszym lozku. sama go przenosilam, bo nie moglam usnac. potem SAM sie wyniosl do siebie, jak mial 11 miesiecy bo mu bylo za goraco. ale wraca jak ma potrzebe, albo aktualnie jak ma potrzebe to sie wynosi (ma 3 i pol).
drugi nie dostal lozeczka, od poczatku spi znami. a jak drugi spi, to dlaczego ma pierwszy nie spac? no i spimy we 4.
ciasno czasami, ale o dziwo (dla mnie nie o dziwo) jestem wyspana, bo mam wszystko pod kontrola, przykrywam, karmie, uspokajam.
kiedys ludzie spali na piecu. kupą. a potem zaczely sie "luksusy" i zimne chowy. w krajach typu turcja np. ludzie na wsi podobno dalej spia na kupie. nie bylam - znam z opowiesci o tym jak to sie spalo w gosciach z cala rodzina na dachu!

moze to wynika z tego, ze swietnie pamietam swoje lęki z dziecinstwa i to czego potrzebowalam, dlatego nie wyobrazam sobie wypchniecia dzieci z sypialni kiedy nie beda gotowe. a wydaje mi sie, ze same sie wyniosa ktoregos dnia, a wkrotce potem zaczna do mnie burczec... a potem wyniosa sie zupelnie.
tyle mojej i męża radości z rodzicielstwa ile sobie teraz natulimy i naspimy razem.
i ciekawa rzecz widze u siebie. kiedys mialam ulubiony bok do spania. teraz spie tylko na tym, ktory daje mozliwosc bycia przodem do malizny. a do starszego nie moge sie obrocic(znaczy moge ale sciaga mnie do malucha). wiekszy sie tuli do plecow. dziwne to.